Nie wiem jak to się stało.
Przypomniałam sobie o tym blogu, po prawie dwóch latach.
W dodatku przeczytałam go z grubsza i zaczęłam się zastanawiać jak mogłam kiedykolwiek być taka głupia.. Znaczy nie twierdzę, że teraz jestem mądra [bo akurat jestem głodna, a nie mądra], ale są jakieś granice przyzwoitości, nie? No.
Tak więc zaczynając od początku przez ten cały czas właściwie nic się nie działo.
Albo inaczej. Działo się bardzo dużo, ale to raczej nie są historie, którymi wypadałoby się chwalić, więc.
W każdym razie, z tych bardziej przystępnych historii to byłam na wakacjach.
Nadmorskie powietrze, nadmorskie piwo i wino za pięć złotych prawdopodobnie uderzyły mi do głowy w takim stopniu, że zaczynam się obawiać czy zdam aby maturę.
Wiem, wiem, że brak mi polotu i tak dalej, ale pisałam to praktycznie bez zastanowienia, zmotywowana jedynie komentarzem Mżawki. Bo bez tego komentarza pewnie by mnie tu teraz nie było.
Myślę, że napiszę niedługo coś mądrego, ale to nie teraz, bo teraz będę oddawać się przyjemności jedzenia i wybieraniu nowego szablonu dla bloga.
Także cya, Robaczki.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
Jestem dzika jak pies.
Nie pisałam od dwóch miesięcy. Zdążyłam w tym czasie znaleźć mnóstwo tematów wartych poruszenia. Ale narazie tego nie zrobię bo od owych dwóch miesięcy nie mam internetu. A konkretniej mam jego brak xD
Tak się usprawiedliwiam. Ale obiecuję, że napiszę. Jak będę miała taką możliwość. A jako, że za zapłacenie rachunku ospowiada mój ojciec, to pewnie nieprędko. Cóż. Pozostaje mieć
Nadzieję na lekką
Mżawkę ;*
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
No dobra. Wzięłam się w garść i zaraz napiszę coś "sensownego". xD
Otóż, otóż. Zacznę od tego, że liceum jest to miejsce... dziwne. Nie, że narzekam. Po prostu spodziewałam się, że zamiast normalnych ludzi będą tam kosmici, z króliczkami zamiast stóp. A tu takie rozczarowanko... Nikt nie szturcha mnie kijem litości i nikt nie wytyka palcami na przerwach. Może tak nie powinno być? Powinnam się martwić? :P
Aczkolwiek, co do bufetu jestem trochę zawiedziona. Sądziłam, że cały będzie obwieszony hasłami reklamowymi typu "wstąp, usiądź - kup fasolę!", a sprzedawczyni będzie rozbrykana na twarzy jak pikantny kurczakburger. I znowu rozczarowanko.
Swoją drogą, ostatnio spędziłam owocny wieczór na rozmyślaniu o szamponie.
I to jest właśnie kolejny problem współczesnej młodzieży, czyli głównie mój. No bo w sumie dlaczego tak jest, że szampony są różnokolorowe [tudzież można znaleźć nawet pojedyncze okazy mieniące się perłą], a piana jest zawsze biała? Nigdy nie miałam szamponu, który pieniłby się chociażby na różowo.
Smutne. I prawdziwe.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:

obojętna
Wróciłam! [tutaj miejsce na oklaski, wiwat i orkiestrę xD] Nie było TESCO. Były za to delikatesy CENTRUM.
Nie chce mi się nic pisać. Znowu. Straszne.
Więc na dzisiaj tylko ten jeden, optymistyczny dialog:
"Leo: Miłego dnia.
BG aka D.: N..n..NIE." xD
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
Dobra, będzie krótko, zwięźle i na temat [uhaha, sama siebie rozśmieszam xD]. Otóż jadę na wakacje. Na tydzień. Od jutra.
Do jakiejś małej, sympatycznej wioseczki. I mam zamiar podbić tą wioseczkę i zawładnąć zamieszkałym weń ludem. To dosyć trudne zadanie bo w takich wioseczkach zwykle nie ma TESCO, a każdy głupi wie, że tenże sklep to najlepsze miejsce by omotać pokaźną grupę ludzi. Tym ludziom bowiem mózgi nasiąknęły fantastycznymi przecenami i pomidorami marki TESCO. A wiadomo, że jak mózg czymś nasiąknie to długo wysycha. Spytacie jak rozpoznać osobę z nasiąkniętym mózgiem? To łatwiejsze niż się wydaje. Taki człowiek jest bowiem bardziej rozbrykany na twarzy [jak pikantny kurczakburger..] od tego z suchym mózgiem. I ot, cała filozofia. Nie jest trudno do tego dojść, serio. A przynajmniej dużo łatwiej niż do tego "jak zdejmować biustonosz, żeby nie podrażnić sobie brodawek" - bo [nie oszukujmy się!] takie są problemy dzisiejszej młodzieży! Ah, ta młodzież. Bo za moich czasów..
No nic. Życzę sobie udanych wakacji.
A Wam miłego tygodnia. Chociaż nie. Wam też życzę udanych wakacji. Sprawiedliwość musi być.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
Ostatnio mam takie bystre myśli..
Na przykład - jak to jest, że ludzie tak straszliwie "poniżają" zwierzęta? Czyż to nie paranoja, że jak ktoś, trywialnie to ujmując, pierdnie, mówi się, że "puścił bąka"? Biedny bąk nie ma nic z tym wspólnego. Może czuje się szykanowany - dlaczego nikt o tym nie pomyślał? :P
Albo rzyganie. Zamiast powiedzieć "mój kolega się zrzygał" mówimy "mój kolega puścił pawia". Albo, gdy ktoś dłubie w nosie to można usłyszeć co nieco o kozach. I znowu to samo pytanie - dlaczego? Co zwierzęta mają wspólnego z różnorakimi wydzielinami, odpadkami i innymi paskudztwami produkowanymi przez ludzkie ciało? Dlaczego synonimem obrzydlistwa może być świństwo?
Dlaczego elitarna grupa rybiogłowych fryzjerów stara się przywrócić ład na świecie i każdemu dopasować idealną fryzurę, a my tego nie zauważamy?
I pytanie kulminacyjne - czemu nikt nie chce jeść ciasteczek z paznokci farmera i nawozu? To przecież takie ekologiczne. A społeczeństwo woli jeść "lu petitki" i actimela, bo "jak można nie wiedzieć co w nas może siedzieć"?
Ostatnio nie mam czasu ani chęci by cokolwiek pisać. Ponadto mam szlaban na komputer i załamanie nerwowe. Płaczę oglądając "sopot hit festiwal". -.-
Ale co by się nie działo napiszę już wkrótce. Muszę przełamywać własne słabości.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
O mój boże, o mój boże. Omójbożeomójboże. Nie, nie jestem wierząca [nie chwaląc się - nie chodziłam w tym roku na religię xD], tylko załamana swoim lenistwem. Niby są wakacje, dużo czasu. Pracy nie znalazłam, więc tym bardziej. A ja nie napisałam nic od prawie dwóch tygodni.
O, nie, nie, nie. Jeżeli ktoś z Was liczył na to, że zostawię tego bloga i pójdę w cholerę to się srogo mylił xD
Tak więc. Dzisiaj porozmawiamy o rzeczach tak nurtujących jak ludzki umysł i ludzki sposób wysławiania się. Więc - zaczynamy lekcję. [cholera co chwilę mam ochotę napisać "xD" a z drugiej strony, wiem, że nie powinnam nadużywać tejże buźki. A to znaczy, że jestem osobą pełną sprzeczności xD!]
Ostatnio miałam dziwny sen. Ja w ogóle jestem dziwna, ale mniejsza o to. Otóż śniło mi się, że przychodzę do mojego pokoju. Pokój cały w pajęczynach, naokoło świece, miski z owocami i pośrodku wielkie, szare łóżko. Na łóżku trup Kurta Cobaina. Tak więc ja do mojej matki, z płaczem:
Leo: Ratuj, mam trupa na łóżku!
Mama: A co to za problem, idź go sprzątnij!
Leo: Ale ja nie dam rady, pomóż mi!
Po czym moja matka poszła i sprzątnęła tego trupa. Następnie zaczęły nie gonić złe wróżki, które wyglądały jak czarne ważki z wielkimi czerwonymi oczami. Potem znalazłam się w ogrodzie, gdzie Pan Ogrodnik dawał mi zadania typu Wyciągnij te buraki z ziemi. Gdy to zrobiłam, dowiedziałam się, że mam zadatki na ogrodnika [może to faktycznie pomysł na przyszłość :P]. Dalszej części tego snu, jak i głębszych szczegółów opowiadać nie będę, bo jestem leniwa i śliwki się skończyły. xD
I powiedzcie mi - skąd w mojej małej, obłąkanej główce biorą się takie wizje? Oh - ludzki umysł jest niepojęty.
~*~
Język polski. Coś co można w sumie wpisać w jakąś czerwoną księgę, bo chyba jest wymierające.
Ilość niedociągnięć jakie zauważam, jest niemożliwa. Przykładowo - mamy za mało przypadków.
Dlaczego przypadek arbuźnik [tak, lubię arbuzy -.-] odpowiadający na pytania kij? czyj? nie jest uznawany w mowie polskiej? Dlaczego zacny i szanowany profesor Miodek się o to nie ubiega?
Nie ma co ukrywać moi mili - żyjemy w fatalnej rzeczywistości xD
I dziękuję za pozdrowienia [cholera, jak mam Cię nazywać jak nie Mar.. ee.. no dobra. Będę mówić do Ciebie "skowronku" xD]
-Długo zapuszczasz włosy?
-Jakieś 2 godziny dziennie. xD
Dobrej nocy, misiaczki xD
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
No więc tak.. Rozpoczynając moją dzisiejszą myśl ["myśl" - bardzo śmieszne.. (przepraszam, czasami lubię dogryzać sama sobie xD)] chciałabym poruszyć temat tych fikuśnych prezencików, które można dostać na naszej-klasie [zobacz: notka w tył ;D].
No bo, dajmy na to "młokos", taki prezenciczek. Czy to jest właściwie miłe jak się dostanie coś takiego? Bo ja nie jestem pewna, czy byłabym zachwycona xD
Albo "klocki". Na cholerę komu klocki na naszej-klasie? To jest portal do odnajdywania znajomych, a oni z klockami wyskakują. A klocki mogą mieć wiele znaczeń, a co za tym idzie: prezent, który ma wiele znaczeń jest równocześnie prezentem mrocznym xD
Mroczne prezenty, to nie prezenty dla dzieci..
I teraz dochodzimy do tego najciekawszego prezentu jakim są.. rajstopy! *uhuuu, fanfary! wiwat, wiwat!*
No bo czyż to nie jest jakaś perwersja? "No masz tu Zenek, prezent dla Ciebie - rajstopy." xD
Zdążyłam już omówić dogłębnie ten temat z Martyną [no popraw mnie jeśli się mylę! xD], której dedykuję tą notkę, ot co.
***
Wydaje mi się, że wkrótce naszą planetą zawładną makabryczne, kosmiczne, kotożerne roboty. Ich przywódcą pewnie będzie Profesor Bezruch. Nie wiem, jak będzie dowodził, skoro nie będzie się ruszał, ale mniejsza o to.
Po wylądowaniu, te niebezpieczne, kotożerne roboty zapewne zaczną sobie wymyślać jakieś prymitywne zabawy, typu "połaskocz świniopasa w stopę", albo "kto ląduje ostatni - zmywa naczynia"..
Aż w końcu wszystkich nas uratuje człowiek sowa, przebrany za sowę. Świetlana wizja przyszłości.
Zbliżającej się przyszłości.
***
KOSMICI PORWALI MI CHŁOPA! Ratunku. Mój spiritus movens został mi brutalnie odebrany przez makabryczne, kosmiczne, kotożerne roboty.
***
Rozmawiałam dzisiaj z Namydź
Namydź: póki co mogę ci zaprezentować samochwałę przetłumaczoną tłumaczem z gÓgyl
Namydź: Mogę ubierać najpiękniejsze mam to moja córka, i zdrowia, co do powiedzenia, muszę powiedzieć, jak zareagować, to jest przydatne, w szkole, mam najlepszą jakość, lapi śpiewu, I fly wiele razy, jeśli jest to lód na mapie jest bardzo inteligentny, bardzo Galbiati, Wiotka, miękka powabna temu, mówiłem, mam rodzinę: mój ojciec był w kuchenka mikrofalowa, moja matka - moja siostra i - Organizacji Narodów Zjednoczonych Polska ", I - dziękujemy!
To, to jest CZYSTE PIĘKNO, drogie dzieci. Moje nowe motto. "jeśli jest to lód na mapie jest bardzo inteligentny".
To tyle.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
Dostałam prezent na naszej-klasie. Pierwszy raz w życiu. xD
Wprawiło mnie to w dosyć radosny humor, tak samo jak fakt, że wypiłam sobie dobrą herbatkę z fusami z cytryny.
Naoglądałam się głupich bajek na cartoon network, chyba do czwartej rano i per saldo zastanawiam się kto wymyślił skarpeTV - pewnie geniusz jaki, a jakże.
Pójdę za chwilę zapisać się do biblioteki, będę mądrzejsza xD
Już ostatnio podjęłam dosyć szlachetną próbę przeczytania "Świętoszka" Moliera, ale trochę mi nie idzie.
Pochłonęło mnie całkowicie robienie kamizelki z włosów na plecach tatusia xD
Miłego dnia, wszakże jednakże.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:

radosna xD
tagi:
Kto w ogóle wymyślił, żeby notce tytuł nadawać?
Tak sobie myślę, co właściwie oznacza zwrot "wyszło szydło z worka". Przecież szydło nie jest przedmiotem ożywionym, a już zupełnie nie rozumiem co miałoby robić w worku. Czy worki to miejsce składowania szydeł? Na wszelki wypadek sprawdziłam to w wikipedii.
A tam, że szydło to broń drzewcowa o bardzo długim, czworogrannym grocie zaopatrzonym w niewielką tarczkę przy nasadzie. Szydło było bronią piechoty głównie w XV wieku. A o workach jak nic nie było, tak nie ma.
Co to ma wszystko znaczyć?
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
O, już mi lepiej. Wprawdzie miewam co kilkadziesiąt minut przebłyski niekontrolowanego oburzenia, ale jest lepiej.
Mżawka, którą w myślach zaczęłam nazywać moją Mżawką, ale póki co się do tego nie przyznaję [dlatego nie mówcie nikomu xD], zaproponowała kłótnię z kartką. Fantastyczny pomysł, a w dodatku działa. xD
Polecam wam na przyszłość. Teraz zaś wybieram się z Lilą do "FOTO JANINA", więc mam nieodparte pragnienie życzyć wszystkim miłego popołudnia. ^^
Opatrzność sprawiła, że mam loda. Kokosowego rożka. Wolę czekoladowego, którego nie mam, ale należy podziękować opatrzności!
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
Nie znoszę ignorowania. Gdy ktoś mnie ignoruje robię się chyba agresywna. Naprawdę, nie ma nic gorszego. Przynajmniej dla mnie. To dołujące, że ludzie, zamiast powiedzieć "nie chce mi się z Tobą gadać", czy chociażby nawet "mam Cię gdzieś", zwyczajnie mnie ignorują.
***
W tym roku zakończyłam naukę w gimnazjum. Wkrótce trzeba złożyć papiery do liceum, a żeby to zrobić należy odebrać kartę zdrowia od higienistki. Dziwnym trafem uczeń sam nie może jej odebrać, musi to zrobić rodzic. Tak więc poinformowałam o tym moją rodzinę. Moja rodzina niespecjalnie się tym przejęła. Ale biorąc pod uwagę silny nacisk z mojej strony, mój ojciec podjął się tego zadania. Z przymusu, ale się podjął.
Tak więc mniej więcej godzinę i dwadzieścia minut temu z jego ust padło takie oto pytanie:
Ojciec Leoreth: Gdzie ja mam właściwie iść po tą kartę zdrowia?
Leoreth: Do mojej szkoły.
Ojciec Leoreth: ..a gdzie jest Twoja szkoła?
Leoreth: Nie wiesz gdzie przez trzy lata chodziłam do gimnazjum?!
Ojciec Leoreth: Objaśnij mi drogę.
No po prostu myślałam, że kogoś ugryzę. Wyszedł z domu o 12:30. Higienistka była do 13:00, a przynajmniej tak mu powiedziałam. Na odchodnym rzucił mi łaskawe "może zdążę".
***
Jestem dzisiaj niezadowolona. Jak mi przejdzie to napiszę coś jeszcze. W sensie, że być może dzisiaj wieczorem.
A póki co, jestem jak obrażona kotka. Obrażona o to, że nie potrafię być sobą gdy zżerają mnie moje złe myśli.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
No właśnie. Dlaczego by nie? Krajacz krzeseł może być całkiem dochodowym zawodem. A gdyby ktoś zapytał mnie "Po co Ty właściwie kroisz te krzesła?", mogłabym odpowiedzieć "Wszak jestem krajaczem krzeseł, czyż nie?" Byłabym spełniona zawodowo. Albo gdyby mnie nie przyjęli do tegoż zawodu, który jak mniemam jest moim wymarzonym zawodem, mogłabym też zostać cirronelskim pożeraczem poczwarek. Nie jestem wprawdzie pewna, czy cirronelski pożeracz poczwarek ma jakieś inne obowiązki zawodowe niż.. pożeranie poczwarek, ale co tam. Ważne, żebym była szczęśliwa w tym co robię.
Wiadomości:
Nad ranem mi mylog nie chciał działać, wyobrażacie sobie? Ja sobie nie wyobrażam.
Moja miss wapster zakończyła wczoraj swoje krótkie życie. Uznałam, że nie będę wysyłać smsa za 2.44zł, aby ją uratować.
Wczoraj także byłam z Lilą na spacerze. Jakiś Radek z Torunia chciał się z nami umówić na piwo. Gdy dowiedział się, że nie pijemy, chciał się z nami umówić na colę. I nie poszedł sobie nawet gdy usłyszał z ust Lili "Krępujesz nas". Czy ludzie naprawdę nie myślą?
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:

obojętny.
tagi:
Leoreth: No popatrz, jaka idylla.
Lila: Nie znam, co to?
Leoreth: Takie gówno. Świeci w ciemnościach.
***
Wydaje mi się, że granic wyobraźni nie można w żaden sposób ustalić. Chociaż w sumie już w podstawówce usłyszałam, że "nie mam wyobraźni przestrzennej" [swoją drogą, usłyszałam to od nauczycielki, która wołając jakiegoś ucznia do siebie, mówiła na przykład "Kamil, chodź do pani!". A na koniec lekcji często można było usłyszeć "Pani wam zaraz zada zadanie domowe.". Na lekcjach zwykła pijać kawę w takich maluteńkich filiżaneczkach. Takich: o. Niewielkich. I jak tylko skończyła coś pisać na tablicy to wychodziła do łazienki, umyć ręce. Bo "ubrudziła kredą"]. W takim wypadku nie wiem, czy rzeczywiście powinnam wierzyć w jaj słowa. W słowa kobiety, która robiła kartkówki z dzielenia pisemnego w szóstej klasie podstawówki.
Ale wracając do tematu wyobraźni. Potrafię wyobrazić sobie błękitne parówki. Potrafię wyobrazić sobie wyciskanego człowieka w tubce. Samoprzylepne karteczki, które pożerają dziewice. Nawet tańczące śliwki. Śpiewający keczup.
Nie za bardzo mogę wyobrazić sobie siebie za pięć lat. Ale ni w ząb nie wyobrażę sobie kamienia dentystycznego. Czy ktoś z Was wie jak wygląda kamień dentystyczny?! Jak tak, to proszę się zgłaszać do mnie.
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
tagi:
"Leoreth: Ami, zgadnij jaki jest jego ulubiony kolor?..
Amelia: Nocny pociąg z mięsem."
No tak. Z Leo jest coraz gorzej. Ściągnęłam sobie tą darmową, badziewną grę na komórkę. Miss Wapster. Moja przyjaciółka [powyższa Amelia (a przynajmniej tak będę ją tutaj nazywać)] strasznie się tym zachwyciła, a jako, że dzisiaj wyjeżdża na wakacje, kazała mi karmić to paskudztwo. Tak więc teraz mam swoją własną "Emoskę" [bo tak ją nazwała], której muszę doglądać.
Może to nie jest takie złe - w końcu nauczę się minimalnej troski o innych.
Bardzo bym chciała się dowiedzieć jak to jest, że ludzie z reguły dostrzegają tylko negatywne strony jakiejś sytuacji? Przykład: nie umyłam naczyń. Moja rodzicielka wraca z pracy i stwierdza "nie umyłaś naczyń!". Czy nikt nie mógłby dostrzec, że może i faktycznie ich nie umyłam, ale za to pobiegłam rano po "pięć litrów ziemi uniwersalnej"?
Naprawdę, sama nie wiem co się dzieje z tym światem.. xD
Leoreth. Istna skarbnica głupoty.
Nastrój:
![]()
nijaki.
tagi:
lay & html by
pani pandora.